AUTORKA

Nazywam się Aleksandra Jagłowska. Mam 19 lat, obecnie mieszkam w swoim rodzinnym mieście – podlaskim Augustowie. W kuchni znalazłam się przypadkowo, totalnie z obowiązku, ale z upływającym czasem zrozumiałam, że zostanę w niej na zawsze. Jestem na właściwym miejscu.

Gotuję od ponad 6 lat, w Internecie działam niespełna dwa. Jako artystyczna dusza w kulinariach odnalazłam swój spokój, swoją sztalugę, maszynę do szycia, szydełko oraz wszystko inne, czym potrafiłam sprawnie tworzyć wyjątkowe przedmioty. Zrozumiałam, że jedzenie to sztuka funkcjonalna, nieidealna, nieokiełznana, zbliżająca nas do innych ludzi. Zdjęcia narodziły się samoistnie, powstały jako wynik uwielbienia chwili zatrzymanej – w słowie, w fotografii, w emocji.

Aktualnie osiągam pierwsze sukcesy związane z działalnością w social mediach, nieprzerwanie rozwijam swoje zdolności, nie osiadam na laurach. Otwarcie mówię o katolicyzmie, samoakceptacji, minimalizmie, prostym szczęściu, ponadczasowych wartościach oraz ulotnych momentach.

IMG_20160614_150846.jpg

HISTORIE

Sprzed szesnastu lat pamiętam emaliowane, lekko wyszczerbione misy. Po brzegi wypełnione. Obfitowały w wyrośnięte, pulchne, drożdżowe ciasto, które niecierpliwie czekało na odgazowanie, wbicie niewielkich piąstek w ciepłą strukturę brudzącą każdy paluszek. W tej samej kuchni, co czterdzieści minut potykałam się o kilkunastolitrowy garnek, pękający z nadmiaru świeżo parującego bigosu. Na gumoleum lądowała wysokoprocentowa śmietanka obsypana gruboziarnistym cukrem. Przy spokojnych, choć nierozważnych, dziecięcych ruchach nie trzymała się bułki grahamki.

Na dworze spędzałam dużo czasu, lecz piasek nie był moim sprzymierzeńcem. Dotykałam glinianych beczek i raz po raz, raz po trzy namaczałam nadgarstki w cuchnącej cieczy, wyciągając przerośnięte, ukiszone ogórki. Gdzieś tam w oddali, w czeluściach wspomnień pamięci, słodkich sentymentów, widzę rożen do sękacza, narzędzie jak z obrazka, n i e s p o t y k a n y   c u d.

Świątecznym czasem przemierzałam kuchnię w poszukiwaniu ciasteczek/borowików, prawdziwych majstersztyków spod umęczonych dłoni mojej prababci, która w byciu kucharką odnalazła złoty środek na przerwanie II wojny światowej. Po dziś dzień żałuję, że nikt nie zrobił im chociażby jednego, poruszonego zdjęcia. Mak rozsiadał się między mlecznymi ząbkami, wchodził w luki po ubytkach spod znaku „Myszki dentystki”. Kot dzielnie znoszący zabawę w dom słuchał „Dzisiaj w Betlejem”, a ja podśpiewywałam w towarzystwie Arki Noego. Z kariery piosenkarki zrezygnowałam, sama siebie słuchać nie potrafiłam… Badałam kształt suszonych grzybów, pospiesznie uciekałam przed rybą w occie. Brakuje mi tej ryby, właśnie tej ryby, właśnie dziś.

Czułam Ciepło. Bliskość mojej Rodziny. Autentyczność na talerzu. Wtedy poznałam swoją pierwszą przyjaciółkę – Babcię.

Nie wątpię ani nie przeczę. Domyślam się nawet, że to za sprawą tej niesamowicie pracowitej kobiety zrozumiałam ideę domowej kuchni, także bezwarunkowej miłości.  Moje miejskie dzieciństwo było kulinarnie odrealnione. Preferencje, gusta, smaki zakorzeniły się na żyznej glebie życzliwych, otulających spokojem wspomnień. Aby odkryć to w sobie na nowo, aby odetchnąć prawdziwym powietrzem wolności radosnej, beztroskiej musiałam pokonać swoją drogę dojrzałości.

Jeśli macie ochotę dowiedzieć się o mnie jeszcze więcej, zachęcam do przeczytania tego wpisu.

 

7 thoughts on “AUTORKA

Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s